
Pattaya od lat przyciąga nie tylko turystów, ale również zagranicznych emerytów i inwestorów szukających spokojnego życia w Tajlandii. To właśnie ta grupa stała się celem jednej z największych afer finansowych ostatnich miesięcy. Tajskie służby rozbiły rozbudowaną piramidę inwestycyjną, która miała wyłudzić ponad 300 milionów bahtów od przeszło 400 ofiar — w większości cudzoziemców mieszkających na stałe w regionie.
W sprawie zatrzymano Brytyjczyka oraz pięć Tajek. Jeden z podejrzanych, obywatel Niemiec, nadal pozostaje na wolności.
Zatrzymania po wielomiesięcznym śledztwie
Aresztowania ogłoszono 23 stycznia 2026 roku podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez Economic Crime Suppression Division (ECSD), działającą w strukturach Central Investigation Bureau (CIB).
Policyjne naloty przeprowadzono jednocześnie w prowincjach Chon Buri oraz Nakhon Ratchasima po kilku miesiącach operacyjnej obserwacji i analizy przepływów finansowych. Śledczy od początku podejrzewali, że skala oszustwa jest znacznie większa niż pojedyncze przypadki naciągania inwestorów.
Fałszywa firma inwestycyjna i obietnice absurdalnych zysków
Grupa działała pod nazwą King Power Gold Business Development Co., podszywając się pod profesjonalnych zarządzających inwestycjami w złoto i akcje. Oszuści twierdzili, że współpracują z dużymi tajskimi bankami, co miało budować zaufanie wśród klientów.
W rzeczywistości — jak potwierdzili śledczy — firma nie prowadziła żadnej realnej działalności inwestycyjnej.
Potencjalnych klientów kuszono obietnicami rocznych zysków na poziomie od 181% do nawet 3 680%. Dla wielu zagranicznych emerytów były to liczby brzmiące atrakcyjnie, szczególnie w środowisku niskich stóp procentowych i ograniczonych możliwości inwestycyjnych.
Aby uwiarygodnić projekt:
- organizowano prezentacje inwestycyjne w luksusowych hotelach i restauracjach w Pattayi,
- rozpowszechniano sfałszowane raporty finansowe,
- wydawano fikcyjne „polisy inwestycyjne”, które w rzeczywistości były zwykłymi polisami na życie, nie dającymi żadnej ochrony kapitału.
Setki kont bankowych i szybkie wypłaty gotówki
Śledczy ustalili, że pieniądze od inwestorów przepływały przez ponad 100 rachunków bankowych. Środki były niemal natychmiast wypłacane w gotówce lub przenoszone dalej, co znacznie utrudniało ich śledzenie.
Podczas przeszukań zabezpieczono:
- 13 pudeł dokumentów,
- urządzenia elektroniczne,
- książeczki bankowe i czekowe,
- 30 wystawionych czeków o łącznej wartości sięgającej kilku miliardów bahtów.
Policja ustaliła, że konta powiązane z tymi czekami zostały już wcześniej zamknięte, co czyniło je bezwartościowymi.
Kto stał za procederem?
Za główną organizatorkę uznano Panią Pornphreuruehat (wiek 37–59 lat według policyjnych ustaleń). Kobieta miała wykorzystywać swój bar i restaurację w południowej Pattayi jako miejsce nawiązywania relacji z potencjalnymi inwestorami.
Brytyjczyk, 52-letni Bradley, odpowiadał za pozyskiwanie zagranicznych klientów i budowanie zaufania w środowisku ekspatów.
Pozostałe Tajki zajmowały się:
- przygotowywaniem dokumentacji,
- obsługą rachunków bankowych,
- wystawianiem czeków.
Nadal poszukiwany jest obywatel Niemiec, który miał zarządzać grupami na LINE i WhatsAppie, wykorzystywanymi do komunikacji z inwestorami oraz dystrybucji fałszywych harmonogramów wypłat „dywidend”.
Klasyczna piramida finansowa
Policja potwierdziła, że żadnych realnych zysków nigdy nie generowano. Wypłaty dla wcześniejszych uczestników pochodziły wyłącznie z pieniędzy wpłacanych przez nowych inwestorów — klasyczny mechanizm piramidy finansowej.
Gdy ofiary zaczęły domagać się zwrotu środków, otrzymywały czeki bez pokrycia.
Wszyscy zatrzymani zaprzeczają zarzutom. Grożą im m.in. zarzuty oszustwa, wyłudzeń publicznych oraz wprowadzania fałszywych danych do systemów komputerowych. Śledztwo nadal trwa, a policja spodziewa się kolejnych zgłoszeń od poszkodowanych.
Dlaczego ta sprawa powinna zainteresować turystów i ekspatów?
Choć sprawa dotyczy głównie długoterminowych mieszkańców Tajlandii, mechanizm oszustwa jest bardzo aktualny również dla turystów rozważających inwestycje, zakup nieruchomości czy współpracę biznesową na miejscu.
Pattaya i inne popularne kurorty to środowiska, gdzie łatwo nawiązać znajomości, a zaufanie często buduje się szybciej niż realną weryfikację dokumentów. Oszuści doskonale wykorzystują społeczności ekspatów, rekomendacje „z polecenia” oraz atmosferę luksusu i sukcesu.
Komentarz redakcji
Ta sprawa pokazuje, jak skutecznie można zmanipulować nawet doświadczonych cudzoziemców, jeśli obietnice wysokich zysków są podparte pozorną profesjonalną otoczką. Luksusowe prezentacje, „polisy”, logo znanych instytucji i rekomendacje w zamkniętych grupach komunikatorów potrafią uśpić czujność.
Dla każdego, kto przebywa w Tajlandii dłużej niż kilka tygodni, podstawowa zasada powinna być jedna: jeżeli ktoś obiecuje kilkaset procent zysku rocznie, mamy do czynienia nie z inwestycją, lecz z ryzykiem utraty kapitału. Weryfikacja firm, licencji i realnej działalności operacyjnej jest absolutnie kluczowa — zwłaszcza w środowisku międzynarodowym, gdzie egzekwowanie roszczeń bywa wyjątkowo trudne.
Zobacz również – Szwedzki podpalacz z listy Interpolu zatrzymany w Pattaya








