
Gdy w sieci pojawiły się pierwsze informacje o Brytyjce zatrzymanej w Tajlandii, narracja była niemal gotowa od razu. Samotna matka, obcy kraj, dramat, bezduszny system. Taki obraz szybko się rozchodzi, bo uruchamia emocje i odruchowe współczucie. Problem w tym, że ta historia nie zaczęła się w Tajlandii i nie sprowadza się do jednego pechowego zdarzenia.
Z dostępnych informacji wynika, że kobieta od dłuższego czasu mieszkała w Azji Południowo-Wschodniej, prowadząc życie z dala od Wielkiej Brytanii. Jednocześnie nadal pobierała brytyjskie świadczenia socjalne przeznaczone dla osób faktycznie mieszkających w kraju. Według źródeł, na które powołują się brytyjskie media, łączna kwota mogła przekraczać 2000 funtów miesięcznie, czyli ponad 10 tysięcy złotych. To pieniądze pochodzące z systemu, który opiera się na zaufaniu do deklarowanego miejsca pobytu i sytuacji życiowej.
Równolegle w mediach społecznościowych pojawiała się zupełnie inna opowieść. Kobieta przedstawiała się jako osoba w skrajnie trudnej sytuacji finansowej, sugerowała brak środków do życia i prosiła o pomoc. W internecie ruszały zbiórki, pojawiały się prywatne wpłaty, a odbiorcy często nie wiedzieli, że ich wsparcie trafia do osoby, która jednocześnie otrzymuje stałe świadczenia z państwa i mieszka w kraju o znacznie niższych kosztach życia niż Wielka Brytania.
Pojawiające się niespójności

Z czasem zaczęły pojawiać się pytania. Dlaczego ktoś, kto deklaruje dramatyczną sytuację finansową, funkcjonuje na drugim końcu świata? Dlaczego miejsce pobytu nie zostało jasno zgłoszone instytucjom wypłacającym świadczenia? I wreszcie: czy w tej historii faktycznie chodzi wyłącznie o pecha i systemową niesprawiedliwość, czy raczej o konsekwencje długo podejmowanych decyzji?
Tajlandia stała się punktem zapalnym nie dlatego, że wydarzyło się tam coś wyjątkowego, ale dlatego, że to właśnie tam nie dało się już dłużej utrzymać spójnej wersji wydarzeń. Problemy wizowe, status pobytu i zainteresowanie władz sprawiły, że internetowa narracja zderzyła się z rzeczywistością prawną. To nie był nagły dramat, lecz finał procesu, który trwał miesiącami, jeśli nie latami.
Sprawa szybko podzieliła opinię publiczną. Jedni skupili się na emocjach, losie dziecka i obrazie samotnej matki w obcym kraju. Inni zaczęli patrzeć szerzej, pytając o pieniądze podatników, uczciwość wobec systemu socjalnego i manipulowanie historią w internecie. Coraz częściej pojawiały się głosy, że nawet jeśli współczucie jest naturalne, nie może ono przesłaniać faktów.
Należy też jasno powiedzieć: nawet jeśli tajska część sprawy zakończy się w określony sposób, wątek brytyjski może mieć swój dalszy ciąg. Pobieranie świadczeń przy jednoczesnym zamieszkaniu za granicą to kwestia, którą w Wielkiej Brytanii traktuje się bardzo poważnie i która bywa rozpatrywana niezależnie od wydarzeń poza krajem.
To nie jest historia o „okrutnej Tajlandii” ani o „systemie, który zawiódł”. To historia o tym, jak decyzje podejmowane po cichu, rozciągnięte w czasie i przykryte emocjonalną narracją, w końcu wracają. Tajlandia nie stworzyła tego problemu — ona jedynie stała się miejscem, w którym przestało się dać go ignorować.
Zobacz również – Brytyjczyk aresztowany za nielegalne prowadzenie biura turystycznego w Tajlandii
Zakończenie sprawy

Twierdziła, że przez cztery lata pobytu za granicą utrzymywała się z zasiłku Disability Living Allowance, informując brytyjski Departament Pracy i Emerytur (DWP), że cierpi na sześć zaburzeń psychicznych.
Jednak jej idylliczny styl życia nagle się zakończył, gdy ona i jej syn zostali zatrzymani i umieszczeni w Ośrodku Detencyjnym dla Matek i Dzieci w Bangkoku – który opisała jako „piekielne więzienie”, pełne szczurów i karaluchów – podaje „Mirror”.
Mimo przerażających warunków Ellie odmówiła wykupienia biletu powrotnego do Wielkiej Brytanii, obawiając się, że opieka społeczna odebrałaby jej syna, Cairo.
Teraz, po powrocie, ujawniła, że zostawiła swojego czteroletniego syna pod opieką członka rodziny w Tajlandii, podczas gdy sama przebywa u znajomych – i ostro skrytykowała osoby potępiające jej styl życia.








