
W Bangkoku nie brakuje historii, które potrafią zatrzymać oddech. Ale mało która poruszyła Tajlandię tak mocno, jak sprawa Apichaia Ongwisita – mężczyzny, który na pozór wyglądał jak spokojny, bogaty spadkobierca. W rzeczywistości ukrywał jednak sekret, który zmroził krew w żyłach nawet doświadczonym śledczym.
To nie jest zwykła historia kryminalna. To opowieść o obsesji, przemocy, rodzinnych demonach i posiadłości kryjącej przerażającą tajemnicę.
Dom, który skrywał zło
Apichai Ongwisit mieszkał w dużej posiadłości w dzielnicy Bang Khae w zachodnim Bangkoku. Dom wyglądał z zewnątrz spokojnie – wysoka brama, zadbane podwórko, staw, o którym właściciel mówił, że żyją w nim „agresywne ryby”. Sąsiedzi wspominali potrzebę trzymania się z dala od terenu, choć nikt nie spodziewał się, jak potworną rolę odgrywał ten staw.
Wszystko zaczęło się, gdy zaginęła 22-letnia Warinthorn „Kukkik” Chaiyachet – młoda dziewczyna, z którą Apichai był w relacji. Policja szybko ustaliła, że to on widział ją po raz ostatni.
To wystarczyło, aby wejść na teren posiadłości.
Odnalezione ciało i pierwsza prawda, która wyszła na wierzch
Podczas przeszukania domu policjanci odkryli, że w sypialni Apichaia znajdowała się metalowa trumna. Według jego zeznań… miał zwyczaj zamykać w niej swoją dziewczynę, bo był chorobliwie zazdrosny. Chciał ją „kontrolować” i „mieć tylko dla siebie”.
To był dopiero wstęp do koszmaru.
Nurkowie, którzy weszli do stawu na posesji, odnaleźli ciało Kukkik – zatopione i obciążone tak, by nie wypłynęło na powierzchnię.
Ale prawdziwa groza dopiero miała się ujawnić.
Staw pełen ludzkich kości
Gdy śledczy kontynuowali przeszukiwanie terenu, natrafili na kolejne fragmenty ludzkich szczątków. W sumie ze stawu i okolicy wydobyto prawie 300 fragmentów kości, należących do więcej niż jednej osoby.
Niektóre były owinięte metalowymi elementami. Inne miały ślady wskazujące na próbę ukrycia ich głęboko pod wodą.
Media ochrzciły go mianem:
- „Ice Metal Casket”
- „Metal Coffin Killer”
- „Thai Ted Bundy”
Wszystko przez metalową trumnę, w której zamykał swoje partnerki, oraz staw, który stał się miejscem ukrywania ciał.

Dziedzictwo przemocy – sekret jego rodziny
Gdy sprawa wybuchła medialnie, wypłynął mroczny wątek z przeszłości Apichaia.
Okazało się, że jego ojciec był w latach 80. oskarżony o zabójstwo 15-letniej dziewczyny. Jej ciało znaleziono poćwiartowane. Sprawa nigdy nie została w pełni wyjaśniona, bo ojciec Apichaia został zastrzelony, zanim trafił przed sąd.
Matka i siostra uciekły z kraju.
Dla wielu było to jedynie dowodem na to, że rodzinne demony ciągnęły się przez pokolenia.
Proces i wyrok
Lista zarzutów wobec Apichaia była ogromna:
- zabójstwo z premedytacją,
- gwałt,
- bezprawne przetrzymywanie,
- ukrywanie zwłok,
- przestępstwa narkotykowe.
Apichai tłumaczył się, że „zadusił dziewczynę przez przypadek”, jednak sąd nie miał wątpliwości. Otrzymał dożywocie, a dodatkowe lata więzienia dołożono za przemoc seksualną i ukrywanie zwłok.
Do dziś wiele osób w Tajlandii wierzy, że liczba ofiar była większa niż te oficjalnie potwierdzone.
Dlaczego ta historia tak wstrząsnęła krajem?
Bo uderzała w wiele lęków jednocześnie:
- bogaty człowiek stojący ponad prawem,
- obsesyjna kontrola nad kobietami,
- tajemnice kryjące się za murami zwykłego domu,
- niewyjaśnione zniknięcia młodych kobiet,
- staw, który okazał się nielegalnym cmentarzem.
To historia, której nie da się zapomnieć.
Inne kryminalne sprawy zobacz tutaj: Wietnamski gang kieszonkowców zatrzymany w Bangkoku przed serią planowanych kradzieży








