
Zakaz nie zatrzymał trendu
W Tajlandii od lat obowiązuje zakaz e-papierosów, jednak najnowsze dane pokazują coś zupełnie odwrotnego od zamierzeń ustawodawców.
Według statystyk liczba użytkowników wzrosła z niespełna 80 tysięcy w 2021 roku do około 900 tysięcy w 2024 roku. To ponad 11-krotny wzrost w zaledwie trzy lata. Co więcej, szacuje się, że realna liczba użytkowników może być jeszcze wyższa i przekraczać nawet 2 miliony osób.
Zdaniem przedstawicieli środowisk związanych z użytkownikami e-papierosów to wyraźny sygnał, że obecna polityka nie działa. Zamiast ograniczyć zjawisko, przeniosła je do szarej strefy, gdzie państwo traci jakąkolwiek kontrolę.
Problem wymyka się spod kontroli
Brak regulacji oznacza brak zasad. A to rodzi kolejne zagrożenia.
Obecnie:
- państwo nie kontroluje jakości produktów
- nie ma skutecznych ograniczeń wiekowych
- trudno zweryfikować źródła pochodzenia urządzeń
Według raportów e-papierosy są regularnie przemycane do kraju, a skala zjawiska jest tak duża, że służby nie nadążają z działaniami.
Choć w ostatnich latach przeprowadzono liczne akcje i konfiskaty, nie przełożyło się to na spadek liczby użytkowników.
Nawet blokowanie tysięcy stron internetowych sprzedających e-papierosy nie przyniosło oczekiwanych efektów. Handel przenosi się w inne miejsca, a rynek nadal funkcjonuje.
Coraz głośniejsze wezwania do zmian
Eksperci i przedstawiciele środowisk użytkowników podkreślają, że nie chodzi o promowanie e-papierosów, lecz o zmianę podejścia.
Ich zdaniem:
- całkowity zakaz nie rozwiązuje problemu
- potrzebna jest kontrola i regulacja rynku
- państwo powinno mieć narzędzia do ochrony konsumentów
Jednym z rozważanych rozwiązań jest legalizacja e-papierosów przy jednoczesnym wprowadzeniu ścisłych regulacji — podobnych do tych, które obowiązują w przypadku alkoholu czy tradycyjnych papierosów.
Komentarz redakcji
To sytuacja, która pokazuje szerszy problem — zakazy nie zawsze eliminują zjawisko, a czasem jedynie przesuwają je poza oficjalny system.
W przypadku e-papierosów w Tajlandii efekt jest odwrotny do zamierzonego. Rynek rośnie, a państwo traci kontrolę nad jego skalą i bezpieczeństwem.
Dla władz to wyraźny sygnał ostrzegawczy. Pytanie tylko, czy zostanie on wykorzystany do zmiany podejścia.
Zobacz również – Ceny w Tajlandii rosną. Drożeją podstawowe produkty








