
Tajlandia rozważa projekt, który mógłby znacząco zmienić mapę turystyczną regionu. Rząd potwierdził, że analizuje możliwość budowy pierwszego Disneylandu w Azji Południowo-Wschodniej, co uczyniłoby go piątym parkiem Disneya w całej Azji.
Choć na razie mowa o studiach i rozmowach, sprawa została oficjalnie podniesiona na szczeblu rządowym i powiązana z jednym z kluczowych projektów infrastrukturalnych kraju.
Disneyland jako „magnes” dla turystyki i kolei dużych prędkości
Według informacji, potencjalny park miałby powstać na terenie Eastern Economic Corridor (EEC) — strategicznej strefy rozwoju położonej na wschód od Bangkoku.
Wicepremier i minister transportu Phiphat Ratchakitprakarn, który jednocześnie przewodniczy radzie politycznej EEC, otwarcie stwierdził, że Tajlandia jest gotowa na taką inwestycję.
Projekt Disneylandu ma być ściśle powiązany z budową kolei dużych prędkości, łączącej:
- lotnisko Don Mueang,
- lotnisko Suvarnabhumi,
- lotnisko U-Tapao w rejonie Pattayi.
Zdaniem rządu tak duża atrakcja turystyczna jest potrzebna, by uzasadnić skalę inwestycji kolejowej i zapewnić jej wysoką frekwencję pasażerów przez cały rok.
Skala projektu: setki hektarów ziemi
Według wstępnych analiz, budowa Disneylandu w Tajlandii wymagałaby od 144 do nawet 480 hektarów terenu. Władze EEC zostały już zobowiązane do:
- wskazania potencjalnych lokalizacji,
- zabezpieczenia gruntów,
- przygotowania tzw. „magnet projects”, czyli inwestycji przyciągających masowy ruch turystyczny.
Rząd zakłada, że tego typu obiekty przyciągałyby zarówno turystów zagranicznych, jak i lokalnych, niezależnie od sezonu.
Disney jako inwestor… lub licencjodawca
Phiphat Ratchakitprakarn przyznał, że priorytetem byłoby bezpośrednie zaangażowanie Disneya jako inwestora. Jeśli jednak taka forma współpracy nie byłaby możliwa, rząd dopuszcza zakup licencji na prowadzenie parku przez lokalnych partnerów.
Jak poinformował, projekt już teraz wzbudza zainteresowanie tajskich inwestorów, choć szczegóły finansowe i struktura własności pozostają na etapie rozmów.
„Tajlandia jest gotowa” – argumenty rządu
Wicepremier przekonywał, że kraj spełnia kluczowe warunki dla takiej inwestycji:
- rozwinięty sektor usług,
- zaplecze gastronomiczne,
- dogodne położenie w centrum ASEAN,
- dostęp do morza i rozwiniętą infrastrukturę turystyczną,
- klimat uznany przez władze za sprzyjający całorocznym wizytom.
Jednocześnie podkreślono, że na obecnym etapie nie zapadły żadne wiążące decyzje, a projekt pozostaje w fazie analiz i negocjacji.
Co to oznacza dla turystów
Dla odwiedzających Tajlandię temat Disneylandu oznacza jedno: kraj coraz wyraźniej stawia na turystykę masową i wielkoskalowe projekty rozrywkowe, obok tradycyjnych atrakcji kulturowych i przyrodniczych.
Jeśli projekt dojdzie do skutku, Tajlandia stanie się regionalnym centrum turystyki rodzinnej, konkurując bezpośrednio z Japonią i Chinami — ale jednocześnie może to oznaczać:
- dalszy wzrost ruchu w rejonach EEC,
- presję na infrastrukturę,
- przyspieszenie urbanizacji obszarów dotąd mniej znanych turystom.
Komentarz redakcji
Disneyland w Tajlandii brzmi jak spełnienie marzeń branży turystycznej, ale historia pokazuje, że takie projekty wymagają lat przygotowań i ogromnych kompromisów. Jeśli dojdzie do realizacji, będzie to symbol zmiany kierunku: od „egzotycznego raju” do globalnego hubu masowej rozrywki. Pytanie nie brzmi już „czy Tajlandia chce”, ale czy kraj jest gotów na konsekwencje takiej inwestycji.
Zobacz również – Nocne akwarium w Chiang Mai. Nowa atrakcja świąteczna








