
Wczesnym rankiem w Bangkoku doszło do brutalnego incydentu, który wywołał szeroką dyskusję w Tajlandii. Pracownik sklepu z konopiami zaatakował trzech cudzoziemców po tym, jak – jak twierdzi – przez dłuższy czas był przez nich publicznie poniżany i wyśmiewany.
Co wydarzyło się w nocy przed sklepem?
Do zdarzenia doszło około godziny 2:00 w nocy w jednej z dzielnic Bangkok. Właściciel sklepu opublikował nagranie z monitoringu, na którym widać 26-letniego pracownika, Jirayua, wybiegającego ze sklepu i konfrontującego się z trzema mężczyznami stojącymi na chodniku.
Na nagraniu widać, jak Jirayu wielokrotnie uderza i kopie trzech mężczyzn, po czym spokojnie wraca do środka i kontynuuje pracę, jakby nic się nie stało.
„To nie był pierwszy raz” – relacja pracownika

W rozmowie z tajską stacją Channel 7 Jirayu wyjaśnił, że napastowani mężczyźni byli obywatelami Kambodży i regularnie odwiedzali sklep. Według jego relacji od dłuższego czasu zachowywali się wobec niego w sposób obraźliwy i prowokacyjny.
Mężczyzna twierdzi, że był wyśmiewany za swój angielski, zmuszany do podnoszenia towarów z podłogi, a także regularnie obrażany z powodu wyglądu i długich włosów. Najbardziej dotkliwe miało być wielokrotne nazywanie go „ladyboyem”, co w Tajlandii bywa odbierane jako poważna zniewaga.
Przełożony potwierdza wcześniejsze skargi
Właściciel sklepu przyznał, że Jirayu wielokrotnie zgłaszał mu problemy z tą samą grupą klientów. Po nocnym ataku sprawa została zgłoszona na policję w Din Daeng Police Station.
Sytuacja dodatkowo się zaostrzyła, gdy – według właściciela – ci sami mężczyźni pojawili się następnego dnia, rzekomo szukając odwetu. Tym razem właściciel był na miejscu i miał przepędzić ich, grożąc nożem.
Interwencja policji i brak decyzji

Policja pojawiła się na miejscu i przewiozła obie strony na komisariat w celu przesłuchania. Na ten moment funkcjonariusze nie poinformowali, czy wobec którejkolwiek ze stron zostaną postawione zarzuty.
Sprawa pozostaje otwarta i może mieć dalszy ciąg prawny.
Granica między prowokacją a przemocą
Incydent ponownie rozpalił debatę w Tajlandii na temat:
- nękania pracowników przez klientów,
- granic samoobrony psychicznej,
- odpowiedzialności karnej za przemoc fizyczną, nawet jeśli była poprzedzona długotrwałym upokarzaniem.
Choć wielu internautów wyraziło zrozumienie dla emocji pracownika, tajskie prawo jasno wskazuje, że użycie siły może prowadzić do poważnych konsekwencji prawnych – niezależnie od prowokacji.
Komentarz redakcji
Ten przypadek pokazuje, jak szybko eskaluje konflikt, gdy długotrwałe upokarzanie spotyka się z brakiem reakcji instytucjonalnej. Dla turystów i cudzoziemców to ważne przypomnienie, że lekceważenie lokalnej kultury, wyglądu czy tożsamości może prowadzić do realnego zagrożenia – nie tylko moralnego, ale i fizycznego.








