
Śmiertelny incydent podczas patrolu
Do tragicznego zdarzenia doszło 2 maja w Parku Narodowym Thap Lan w prowincji Prachinburi. 53-letni wolontariusz parku, Thirachai Ngamsan, zginął podczas patrolu w rejonie granicy rezerwatu i plantacji kauczuku.
Według służb, atak miał miejsce około godziny 18:00 w bambusowym lesie. Na miejsce natychmiast skierowano policję, ratowników oraz przedstawicieli parku narodowego.
Ciało mężczyzny znaleziono z poważnymi obrażeniami, a wokół widoczne były liczne ślady słoni.
Co doprowadziło do ataku
Z ustaleń wynika, że w zdarzeniu brały udział dwa dzikie słonie, które najprawdopodobniej odpoczywały w momencie, gdy mężczyzna zbliżył się do nich podczas patrolu.
Według lokalnych służb, wolontariuszowi towarzyszył pies. Zwierzę miało zacząć szczekać, co mogło spłoszyć słonie i wywołać ich agresywną reakcję.
W efekcie słonie zaatakowały i stratowały mężczyznę.
Ciało znalazła żona
Mężczyzna wyszedł z domu rano, jednak nie wrócił o zwykłej porze. Około godziny 15:00 jego żona rozpoczęła poszukiwania.
To właśnie ona odnalazła ciało męża i powiadomiła służby.
W pobliżu miejsca zdarzenia znaleziono jego rzeczy osobiste, w tym torbę, radio oraz butelki z wodą.
Reakcja władz i dalsze działania
Władze parku przekazały kondolencje rodzinie i zapowiedziały udzielenie wsparcia zgodnie z obowiązującymi procedurami.
Ciało zostało przewiezione do szpitala w Na Di w celu przeprowadzenia sekcji zwłok, po czym zostanie przekazane rodzinie na ceremonie pogrzebowe.
Komentarz redakcji
To tragiczne zdarzenie pokazuje, jak niebezpieczne mogą być spotkania z dzikimi zwierzętami — nawet dla osób, które na co dzień pracują w ich otoczeniu.
Słonie w Tajlandii coraz częściej przemieszczają się w pobliżu terenów zamieszkanych i rolniczych, co zwiększa ryzyko takich incydentów. Każde zbliżenie do dzikiego zwierzęcia, szczególnie w jego naturalnym środowisku, może zakończyć się nieprzewidywalnie.
Zobacz również – Turysta z dronem wystraszył słonie w Khao Yai. Internet domaga się konsekwencji










