
100 bahtów za duriana i strata 10 milionów
W Tajlandii wybuchła ogólnokrajowa debata po akcji influencerki Pimrypie, która sprzedawała duriany już od 100 bahtów, próbując pomóc rolnikom pozbyć się nadwyżek. Kampania szybko stała się viralem — podczas transmisji na żywo oglądało ją jednocześnie ponad 800 000 osób, a liczba zamówień przekroczyła 200 000 sztuk w ciągu jednej nocy.
Influencerka potwierdziła, że poniosła straty przekraczające 10 milionów bahtów. Wyjaśniła, że jej celem nie było zarabianie, lecz zwrócenie uwagi na realny problem rolników, którzy w tym roku zmagają się z około 30% nadprodukcją i wyraźnie słabszym popytem.
Aby pomóc, zdecydowała się kupować całe sady w prowincji Chanthaburi bez selekcji jakości owoców. To oznaczało, że brała na siebie zarówno produkty wysokiej jakości, jak i te trudniejsze do sprzedaży. Dodatkowo część gospodarstw podnosiła ceny w trakcie akcji, inne je obniżały, co jeszcze bardziej zwiększyło chaos i koszty całej operacji.
Choć akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem i wsparciem części internautów, równie szybko pojawiła się fala krytyki — głównie dotycząca wpływu tak niskiej ceny na cały rynek.
Parlament bije na alarm. Problem głębszy niż kampania
Sprawa bardzo szybko trafiła do parlamentu, gdzie posłowie zaczęli otwarcie mówić o problemach strukturalnych rynku duriana. Coraz częściej podkreśla się, że sytuacja wykracza daleko poza jedną akcję promocyjną i dotyczy całego systemu handlu.
Jednym z kluczowych wątków jest rosnąca rola zagranicznych pośredników, szczególnie z Chin, którzy mają coraz większy wpływ na ceny — od poziomu sadów aż po eksport. W praktyce oznacza to, że rolnicy mają ograniczoną kontrolę nad tym, ile zarabiają, a ceny końcowe często nie odzwierciedlają realnej wartości produktu.
Posłowie zwrócili także uwagę na problem przedwczesnych zbiorów. W obliczu dużego popytu eksportowego część producentów decyduje się zbierać duriany zbyt wcześnie, co wpływa na jakość owoców i w dłuższej perspektywie może szkodzić reputacji tajskiego produktu na rynkach zagranicznych.
Krytyce poddano również kampanię sprzedaży po 100 bahtów. Zdaniem niektórych polityków mogła ona stworzyć nierealne oczekiwania cenowe wśród konsumentów i dodatkowo zaburzyć rynek, szczególnie w segmencie wyższej jakości owoców.
Systemowy kryzys i brak prostych rozwiązań
Eksperci i politycy są zgodni — rynek duriana w Tajlandii stoi przed poważnymi wyzwaniami, które wymagają długoterminowych działań, a nie jednorazowych akcji.
Na obecną sytuację nakłada się kilka czynników jednocześnie: nadprodukcja na poziomie około 30%, słabnący popyt — zwłaszcza ze strony Chin — oraz rosnąca dominacja pośredników w ustalaniu cen. Dodatkowo globalne napięcia i zakłócenia w handlu wpływają na eksport i logistykę.
Kontrowersje wzbudził również udział ministra handlu w materiale promującym akcję influencerki. Choć oficjalnie zaprzeczono jakiejkolwiek współpracy czy wsparciu ze strony rządu, dla wielu osób sam fakt pojawienia się w kampanii był sygnałem możliwego zaangażowania państwa.
Parlament rozważa obecnie powołanie specjalnej komisji, która miałaby zająć się stabilizacją cen, poprawą zarządzania rynkiem oraz wsparciem rolników. Pojawiają się też postulaty wzmocnienia regulacji i ograniczenia wpływu pośredników.
Jedno jest pewne — problem nie zniknie szybko. Dla rolników oznacza to realne straty i niepewność, dla konsumentów chaos cenowy, a dla państwa konieczność podjęcia trudnych decyzji, które mogą wpłynąć na cały sektor rolniczy.
Zobacz również – Burza zniszczyła tysiące durianów w prowincji Trat










